Młody wilk myszkowskiego futbolu

Kacper Lewicki – w czwartek skończył 18 lat, mimo tak młodego wieku od kilku rund gra w pierwszym składzie Myszkowskiego Klubu Sportowego. Pozycja – pomocnik.

W poprzednim sezonie, gdy MKS grał w III lidze, Kacper zasiadał głównie na ławie rezerwowych. Spośród 30 spotkań, młody zawodnik rozegrał 11. Ówczesny trener Wojciech Osyra dał mu szansę i Kacper jej nie zmarnował, bowiem w jednym z ostatnich spotkań w III lidze, młodzik strzelił dla niebiesko-białych bramkę. Mówiło się wówczas, że Lewicki zajmie w MKS-ie miejsce Piotra Prusko. Co prawda w nowym sezonie, gdy MKS wystartował w okręgówce, królem strzelców nie zostanie, to niewątpliwie można go uznać za jednego z lepszych zawodników. W ostatnim rozegranym przez myszkowską drużynę meczu z Okszą Łobodno, zdobył aż dwie bramki. Przed zespołem jeszcze dwa spotkania, czy Lewicki się wykaże? Zobaczymy. Tymczasem mieliśmy okazję podpytać tego młodego sportowca o początki przygody z piłką, która na myszkowskim szczeblu zakrawa o karierę.

Kiedy zacząłeś traktować grę w piłkę na poważnie?

Tak naprawdę zawsze ją tak traktowałem. Zarówno grając na podwórku jako dziecko, jak i teraz, gdy jestem w pierwszym składzie MKS-u. Gra w piłkę na tym poziomie jest dla mnie połączeniem przyjemnego z pożytecznym i daje mi ogromną satysfakcję.

Kiedy Twoja przygoda z piłką nożną zmieniła tor z amatorskiego na zawodowy?

Według mnie nigdy nie zmieniła – nadal jestem amatorem, choć z drugiej strony gra na tej płaszczyźnie wygląda nieco inaczej. Występuję w barwach klubu, który kiedyś dużo znaczył. Dziś gramy w lidze okręgowej czy można grę w tej klasie rozgrywkowej nazwać zawodową? Nie wiem.

Młodzi wolą teraz spędzać czas wolny przed komputerem lub siedząc w towarzystwie znajomych, mało komu chce się wyjść i pokopać piłkę. Nie żałujesz czasu spędzonego na treningach?

Nie, nie żałuję ani jednej chwili spędzonej na treningach, właśnie wtedy najwięcej się nauczyłem i dzięki nim osiągnąłem jakiś poziom. Trzeba wyjaśnić pewną kwestię, otóż przede wszystkim trenuję dla siebie, a nie dlatego, że robią to inni np. koledzy. Poza tym sądzę, że jest poza mną jeszcze spora grupa osób, które lubią wyjść i pokopać piłkę. Zatem nie do końca mogę zgodzić się z tym, że młodzi ludzie siedzą przed komputerami albo na osiedlach.

Czy były takie chwile, w których chciałeś powiedzieć dość, stop – już nie trenuje?

– Byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że nie było takich chwil. Zdarzało się, że pod wpływem niekorzystnych wyników, ambicja robiła swoje. Jednak należę do osób, które nie zwykły się poddawać. Z drugiej strony przestać trenować też nie jest łatwo. W końcu to część mojego życia.

Jesteś jednym z niewielu zawodników, którzy pozostali z trzecioligowego składu MKS-u, jak ocenisz grę w poprzednim sezonie a teraz? (Gra się trudniej, łatwiej?)

– To trudne pytanie, ciężko jest porównać grę w III lidze i klasie okręgowej. Podczas meczów trzecioligowych otaczali mnie głównie ograni zawodnicy, starałem się więc, by zbyt widocznie nie odstawać od reszty. W jakimś stopniu się udało. Dziś jest zupełnie inaczej, wszyscy prezentujemy podobne doświadczenie. Wiadomo też, że z jednym przeciwnikiem gra się łatwiej, z innym trudniej.

Wiążesz nadzieje z tą drużyną, czy gdybyś dostał propozycję z grającego w wyższej lidze klubu, skorzystałbyś?

– Nie zastanawiałem się nad tym. Z jednej strony byłaby to na pewno szansa gry na wyższym poziomie, możliwość wybicia się. Z drugiej zaś mam ogromny sentyment do tej drużyny, tego klubu. Jestem wychowankiem MKS-u. To właśnie tu nauczyłem się wszystkiego. Poza tym mieszkam w Myszkowie i wolałbym reprezentować swoje miasto.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów na szczeblu prywatnym i sportowym.

Wywiad dla MKSMYSZKOW.com udostępnił: