Przed meczem: Wojciech Osyra

– Na spotkanie z Rozwojem uda się pan z drużyną?
– Nie, z własnego domu – uśmiecha się Wojciech Osyra.

– Nic dziwnego. Na stadion przy Zgody ma pan „rzut kamieniem”…
– Dokładnie. Jestem przecież wychowankiem Rozwoju…

– Sobotnie spotkanie ma w sobie coś szczególnego?
– To mecz, jakich w tej naszej lidze wiele. Ale wiadomo, że jeszcze sposobności prowadzenia zespołu na Rozwoju nie miałem. Teraz nadarza się okazja, oba zespoły mają bardzo podobną ilość punktów, więc liczę na ciekawe zawody.

– Jako zawodnik kiedyś grał pan przeciw Rozwojowi?
– Tak, w barwach GKS-u Katowice. Zazwyczaj szło dobrze. Oby podobnie było w sobotę…

– W seniorskim zespole Rozwoju nigdy pan nie zagrał, prawda?
– Prawda. Zaczynałem jako 7-latek u pana Henryka Zdebla, ojca Tomasza. Bodajże w siódmej klasie „przeparcelowano” mnie do GKS-u Katowice. To było krótko po tym, jak wraz z Rozwojem w trampkarzach starszych zdobyliśmy wicemistrzostwo Śląska. Wyłowiono mnie, ale rzecz jasna jakiś sentyment do Rozwoju został…

– W barwach „GieKSy” zadebiutował pan w ekstraklasie, ale nie udało się jej zawojować.
– Faktycznie. Nie byłem wielkim piłkarzem, nie grałem w I lidze i europejskich pucharach. Mam nadzieję, że trenerem będę lepszym.

– A wracając do sobotniego meczu… Kto wygra?
– Mam nadzieję, że dobra jakość piłki. Typować nie będę, bo to loteria. Życzę powodzenia Rozwojowi i swojej drużynie.

– Ostatnio trenerzy w przeszłości związani z Rozwojem, a dziś pracujący w III lidze, wygrywali z nim 3:0. Marek Koniarek, Piotr Mrozek…
– Proszę wybaczyć, ale nie chcę się wypowiadać na temat naszego najbliższego rywala. Nie chcę Rozwoju ani ganić, ani chwalić. Powiem tylko jedno: nie wiem, czy personalnie Rozwój nie jest przypadkiem nawet mocniejszy niż ROW Rybnik. I tyle.

– Szansy Myszkowa można upatrywać w tym, że wiosną radzi sobie lepiej na „obczyźnie” niż własnym stadionie…
– I oby tak zostało. Na wyjazdach gramy bardziej poukładaną piłkę.

– Z czego to wynika?
– Inną taktykę preferujemy u siebie, inną na boiskach rywali. Nie będę tutaj zdradzał szczegółów (uśmiech). Mamy swoje dwa ustawienia i tym postaramy się zaskoczyć Rozwój.

– Wydawało się, że wasza forma idzie mocno w górę. 2:0 ze Skalnikiem, 4:3 w Pawłowicach Śląskich… A tymczasem trzy punkty z Myszkowa wywiózł ostatnio Start Bogdanowice.
– A paradoksalnie z „Bogdanką” rozegraliśmy jeden z lepszych meczów w tej rundzie. Cały czas prowadziliśmy grę, a Start może przez 45 minut dwa razy przedostał się na naszą połowę. Cóż, wiedzieliśmy, że specjalizuje się w stałych fragmentach gry i to się sprawdziło.

– Mimo tej porażki swój cel na rundę rewanżową chyba osiągnęliście. Do czwartej ligi Myszków nie spadnie…
– Czy ja wiem? Przed nami przecież sześć kolejek. Czekają nas również trzy punkty za walkower z Krasiejowem, ale teoretycznie jeszcze się nie utrzymaliśmy. Obie Victorie mogą nas „dojść”. Ale nie ma co ukrywać – swoją pracę wykonaliśmy i wszystko, co teraz ugramy, zapiszemy po stronie miłych plusów.

– Dotychczasowe wyniki pana zadawalają?
– Powiem tak: jesienią MKS zdobył 21 punktów. Teraz – doliczając walkower – mam już na koncie 13 „oczek”. Postaramy się więc przebić ten wynik z pierwszej rundy. To byłaby super sprawa, bo jesienią przecież ten klub był mocniejszy. Personalnie i organizacyjnie…

 

 

 

Zródło: http://www.rozwoj.info.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × one =