Trudny bój i remis z Lisowem

Piłkarska liga okręgowa nie zwalnia tempa. W niedzielę LKS Sieraków Śląski zremisował na własnym boisku z Liswartą Lisów 1:1. Nasza drużyna z dziesięcioma punktami zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Na szczycie ligowego zestawienia wciąż MKS Myszków.

DSCF4026 1200x900Zziębnięci kibice, którzy zasiedli na trybunie w Sierakowie Śląskim obejrzeli dobre, szybkie i emocjonujące spotkanie. Końcowy wynik wydaje się sprawiedliwy, chociaż bliżsi zwycięstwa byli goście.

Zawodnicy z Lisowa oddali 14 strzałów na bramkę LKS’u, z czego 5 celnych. Sierakowianie w całym meczu strzelali zaledwie dwukrotnie lecz jedno z tych uderzeń przyniosło remis / zdjęcie powyżej – archiwum.

Pierwsze minuty to lekka przewaga gospodarzy, którzy rozpoczęli z większą werwą i wolą strzelenia bramki. Kilka ładnych akcji kończyło się jednak na 30-40 metrze przed bramką Tobiasza Klamy. Ataki LKS’u powstrzymywała bardzo dobrze zorganizowana linia obronna Liswarty. Defensywą gości znakomicie dyrygował (uwaga!) 48-letni, bardzo doświadczony stoper – Grzegorz Stefanik. Wiedza, cwaniactwo i styl gry według tzw. „starej szkoły” pozwoliły Stafanikowi zapanować nad młodszymi kolegami. Czym cechuje się owa „stara szkoła”? Metoda jest prosta – delikatnie odepchnij przeciwnika i wybij piłkę przed siebie – sztuka opanowana przez Stefanika do perfekcji. Sztuka prosta ale wystarczająca na rozpędzony LKS.

Sieraków mógł objąć prowadzenie dopiero w 24 minucie. Płaskiego dośrodkowania nie wykorzystał Kamil Wiechoczek, który nie trafił w piłkę tuż przed bramką Klamy. Goście, w przeciwieństwie do kombinacyjnej gry Sierakowa, ograniczali się raczej do długich podań, z których skrzętnie korzystali znakomici tego dnia Mateusz Bujak (kapitan Liswarty) i Mateusz Gajda. W 28 minucie akcję tego własnie duetu mógł wykończyć Bujak ale jego strzał głową fantastycznie obronił Przemysław Sadziak.

Przyjezdni z każdą kolejną minutą nabierali pewności i płynności w rozgrywanych akcjach. W 34 minucie, po ewidentnym nieporozumieniu zawodników LKS’u, na płaski strzał zdecydował się Kamil Josek. Sadziak musnął futbolówkę lecz uderzenie było na tyle silne, że piłka zatrzepotała w sierakowskiej bramce. Wydawało się, że przyzwoicie grający gospodarze rzucą się do odrabiania zaskakującej straty lecz dośc nieoczekiwanie oddali oni inicjatywę gościom. Ofensywne poczynania Sierakowian były już bardziej nerwowe i nadal powstrzymywane przez defensywę przyjezdnych. To pogłębiało frustrację w szeregach LKS’u. Zamiast solidnego odwetu kibice obejrzeli kilka rwanych i nieskutecznych akcji.

Zawodnicy z Lisowa szanowali piłkę i próbowali prostopadłych zagrań aby przedrzeć się przez broniących gospodarzy. W 44 minucie, po takim własnie zagraniu, mogli prowadzić już 2:0. Do idealnego podania autorstwa Macieja Kaufa wyszedł Bujak. Wygrał on pojedynek biegowy z Adamem Olczykiem, wpadł w pole karne i został podcięty. Arbiter główny – Tomasz Barański bez wahania wskazał na „wapno”. Na wykonanie rzutu karnego zdecydował się sam poszkodowany lecz przegrał on pojedynek z Sadziakiem, dzięki czemu gospodarze schodzili na przerwę z nadzieją na odrobienie strat w drugiej połowie.

Po wznowieniu gry zawodnicy obu drużyn nie pokazali niczego zachwycającego. Mogliśmy za to zobaczyć dwa dość zabawne obrazki. W 48 minucie sędzia Barański nie wytrzymał głośnych uwag rzucanych z ławki rezerwowych przez zawodnika miejscowych – Mateusza Kotalę. Barański podbiegł do linii bocznej i w mistrzowskim stylu rozładował atmosferę… chcąc wręczyć Kotali gwizdek – Jeśli chcesz… posędziuj za mnie, bardzo chętnie się zamienię – powiedział sędzia, który zaskoczył pomocnika LKS’u i uciszył jednocześnie a epizod wzbudził rozbawienie na ławce LKS’u. Drugie zdarzenie miało miejsce w 53 minucie. Obrońca LKS’u, Adam Olczyk próbował długiego zagrania do Martina Brzeziny. Podanie było jednak niecelna i piłka wysokim lobem powędrowała w kierunku Tobiasza Klamy. W tym czasie koledzy z drużyny głośno i po męsku dali Olczykowi do zrozumienia, że… podanie spartaczył. Jednak nierozgrzany Klama źle obliczył lot piłki. Futbolówka przelobowała bramkarza gości i minimalnie minęła słupek. Pretensje bardzo szybko przeistoczyły się w oklaski dla stopera z Sierakowa.

Wróćmy jednak do konkretnej gry. W 62 minucie na boisku pojawił się wspomniany Kotala, który zastąpił Pawła Rusoka. W trakcie godzinnego pobytu na boisku Rusok pokazał się z dobrej strony (jedyny mankament to zbyt długie „holowanie” piłki) lecz przeziębienie szybko wyeksploatowało ambitnego skrzydłowego LKS’u. Kotala ustawiony został na środku drugiej linni, skąd na miejsce Rusoka przesunięty został Damian Kaczmarzyk. Gra LKS’u, choć bez klarownych sytuacji bramkowych, z minuty na minutę stawała się coraz groźniejsza dla Liswarty. Kotala kilka razy podawał w taki sposób, że skrzydłowi LKS’u zapuszczali się coraz bliżej pola karnego drużyny z Lisowa.

Manewr zastosowany przez trenera Adama Jelonka zaprocentował w 77 minucie. Po dośrodkowaniu Kaczmarzyka piłkę piąstkował Klama. Wypadła ona poza pole karne na wprost bramki przyjezdnych. Na uderzenie bezpańskiej futbolówki z 25 metrów zdecydował się Patryk Piecka. Młodziutki, środkowy pomocnik LKS’u idealnie ułożył stopę i przydusił kozłującą piłkę w taki sposób, że strzał nabrał ogromnej siły. Tobiasz Klama nie zdołał sięgnąć piłki pędzącej tuż nad murową i wpadła ona do bramki gości przy prawym słupku. Na 13 minut przed końcem spotkania kibice wreszcie poczuli ciepło na plecach. Remis zapowiadał znakomitą końcówkę.

Ostatnie minuty to dalsza dominacja LKS’u. Zawodnicy z Lisowa, trochę zmęczeni i zaskoczeni, z trudem powstrzymywali szarże LKS’u. Odżył niewidoczny w pierwszej połowie Marcin Wiechoczek. Wyręczył on w kilku akcjach przeciętnego tego dnia Martina Brzezinę. Nie było jednak zawodnika, który postawiłby kropkę nad „i”. W 83 minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji, w której sędzia Barański zawahał się kiedy gospodarze sygnalizowali zagranie ręką jednego z obrońców Liswarty na granicy pola karnego. Według wielu obserwatorów – do kontaktu piłki z ręką doszło i działo się to w obrębie pola karnego. Barański jednak nie zareagował. Tak czy owak, wynik nie uległ już zmianie i obie drużyny, po niezłej grze, podzieliły się punktami.

26.10.: LKS SIERAKÓW ŚLĄSKI – LISWARTA LISÓW 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Josek ’34, 1:1 Piecka ’77.

Żółte kartki: Moj i Bujak (Lisów)

Sieraków Sląski: Sadziak – Olczyk, Kisielewski (k), Pietrucha, Chaładus – Kaczmarzyk, Piecka, Rusok (Kotala ’61), Wiechoczek M. – Wiechoczek K., Brzezina.

Lisów: Klama – Wójcik, Moj, Stefanik, Korzekwa – Josek, Kauf (Makles ’71), Gajda, Chmiel (Wręczycki ’80) – Bujak, Wiśniewski.

Sędziowie: Tomasz Barański – Michał Cybulski, Maciej Gawlikowski.

Widzów: 120.

Źródło: LKS Sieraków Śląski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seven − one =