Witamy w IV lidze

MKS Myszków Awans do 4 ligi 2020

Rok temu MKS Myszków opuścił IV ligę, ale działacze klubu, mającego w swojej historii występy na zapleczu ekstraklasy, nie załamali rąk. Wręcz przeciwnie. Zabrali się do pracy, której efektem jest pierwsze miejsce w tabeli rozgrywek klasy okręgowej „ZINA Częstochowa-Lubliniec”.

reklama1

– Nasz spadek rok temu można nazwać pechowym – mówi wiceprezes MKS-u Myszków Tomasz Szlenk. – Na finiszu sezonu mieliśmy co prawda serię sześciu spotkań bez porażki, ale aż 5 z nich zakończyło się remisami i dlatego nie zdołaliśmy się uratować. Od razu jednak ustaliliśmy, że zbudujemy zespół, który ma walczyć o awans i zaczęliśmy od znalezienia trenera. Wzięliśmy pod lupę Damiana Nowaka, który prowadził grającą w klasie A Victorię Częstochowa. Spodobało się nam to, że w jego zespole grali juniorzy, że drużyna stosowała taktykę z „wahadłami”, że na treningach używał nowoczesnych metod z testerami, których wyniki sczytywał i wykorzystywał do jak najlepszego przygotowania i rozwoju zawodników. Z takim bagażem przyszedł do nas.

Ale trener to nie wszystko. MKS Myszków jako klub, którego wizytówką jest pierwsza drużyna, także błyskawicznie udowodnił, że jest gotowy do walki o awans.

– Naszym celem było zachowanie składu, w którym był duży potencjał – dodaje prezes Tadeusz Bartnik. – Szkielet zespołu na czele z Piotrem Andrzejewskim pozostał, a doszli tacy zawodnicy jak ograni w II lidze Eryk Krupa i Piotr Mastalerz. Wzmocnieniem było również przyjście Michała Kowalczyka, mającego w swoim dorobku III-ligowe występy, a pozyskanego z Warty Mstów, dla której w okręgówce strzelił w sezonie 2018/2019 około 30 goli oraz Macieja Swatka z Polonii Poraj. Co prawda 2 tygodnie przed sezonem opuścił nas, znany z gry w ekstraklasie bramkarz Adam Bensz, który przeszedł do Sarmacji Będzin, ale pozyskaliśmy Kamila Zemanka i skompletowaliśmy drużynę, która w rundzie jesiennej okazała się nie do pokonania.

MKS Myszków w 15 meczach zdobył 39 punktów za 12 zwycięstw i 3 remisy, a bilans bramkowy 56:10 także potwierdza dobrą passę drużyny Damiana Nowaka nad rywalami.

– Ale tabela tego nie pokazywała – przypomina Tadeusz Bartnik. – Wystartowaliśmy z poślizgiem, bo nasz wyjazdowy mecz pierwszej kolejki z Gminą Kłomnice przełożony został z 10 sierpnia na 23 listopada i dlatego od początku musieliśmy gonić Zielonych Żarki. Gdy już zrównaliśmy się z nimi punktowo to przyszła wrześniowa zadyszka, bo zremisowaliśmy 1:1 – najpierw na wyjeździe z KS Panki i tydzień później u siebie ze Stradomem Częstochowa. W tym okresie pożegnaliśmy się też z Pucharem Polski na szczeblu Podokręgu Częstochowa przegrywając 0:3 w Kłobucku ze Zniczem. Podsumowaniem tego okresu był pechowy remis 1:1 z Zielonymi Żarki u nas. Pechowy, bo szybko straciliśmy gola, a później nie potrafiliśmy wykorzystać wielu okazji. Nawet z rzutu karnego, wykonywanego przez Eryka Krupę, nie zdołaliśmy pokonać bramkarza gości. Kiedy więc wreszcie ta sztuka udała się Maciejowi Swatkowi, w końcówce meczu, w którym obydwie drużyny pokazały dużą kulturę gry, z szacunkiem przyjęliśmy jeden punkt. Po tym spotkaniu, mając jeden mecz mniej niż rywale zajmowaliśmy drugie miejsce w tabeli i tracąc 2 punkty do Zielonych, wiedzieliśmy, że nie mamy już marginesu błędu.

Ta presja okazała się motywująca, bo myszkowianie w sześciu ostatnich meczach rundy jesiennej zdobyli komplet punktów, a bilans bramkowy tej zwycięskiej serii 31:4, nie pozostawia złudzeń, że był to triumfalny pochód po mistrzostwo jesieni.

– Gdy wszyscy zakończyli już rundę jesienną my mieliśmy jeszcze ostatni, zaległy mecz z Gminą Kłomnice i w nim też pokazaliśmy dojrzałość i odporność – wyjaśnia Tadeusz Bartnik. – Zwycięstwo 3:0 dał nam hat-trick naszego nowego snajpera Michała Kowalczyka, którego współpraca z dotychczasowym liderem ataku Piotrem Andrzejewskim wyglądała imponująco. Kapitan Tomasz Zdanowski pełnił swoją rolę i na boisku i poza nim. Mieliśmy w zespole doświadczonych piłkarzy i juniorów, wśród których 16-letni Stefan Głowacki nabierał doświadczenia, bo rozegrał w sumie około 900 minut. Nie zadowoliliśmy się jednak tym co osiągnęliśmy jesienią tylko zimą prowadziliśmy rozmowy i sfinalizowaliśmy kilka transferów. Przyszli: Marcin Kowalski, Mateusz Kępka i Jakub Matyja oraz Saba Jikija. Byliśmy więc przygotowani na wiosenną rywalizację, ale okazało się, że meczów nie będzie. Chcieliśmy grać, ale skoro nie udało się wrócić na boisko to bardzo się cieszymy, że podjęto decyzję o zakończeniu sezonu z awansami. Powrót do IV ligi to dla nas ważny argument w wielu rozmowach, w których przekonujemy, że idziemy w dobrym kierunku. Brak awansu mógłby nas zatrzymać na naszej drodze, natomiast przygotowania do wyższej ligi zmuszą nas do dalszej wytężonej pracy, której celem jest sukces. On napędza także wszystkich którzy identyfikują się z MKS-em od kierownika Bogusława Gęsikowskiego zaczynając. Jest wokół klubu grupa oddanych i zaangażowanych ludzi, którzy byli z nim gdy miano go zlikwidować i podnosili go od A-klasy. Dzięki sercu i poświęceniu takich działaczy jak Tomasz Szlenk, Tomasz Mazanek, Ireneusz Pieczara, Krzysztof Liwoch czy Rafał Jurasiński, odbudowaliśmy markę, która znowu w Myszkowie kojarzy się z dobrą pracą i władze miasta doceniają to.

W Urzędzie Miasta w minionym tygodniu została podpisana umowa z firmą, na budowę boiska ze sztuczną nawierzchnią, z piłkochwytami, tablicą świetlną, chodnikiem wokół boiska, ławkami rezerwowych oraz niewielką trybuną i oświetleniem. Inwestycja na stadionie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji ma być ukończona do 30 października. Burmistrz Włodzimierz Żak uwzględnił inwestycję w budżecie miasta, a radni poparli i wspierali pomysł, który umożliwia śmiałe patrzenia w przyszłość.

– Jesteśmy już po rozmowach z podstawowymi zawodnikami, którzy z wyjątkiem Piotra Andrzejewskiego, odchodzącego do Unii Rędziny, zostają u nas nowy sezon oraz z tymi którzy do nas dojdą. Potrzebujemy młodzieżowców, bo w IV lidze ich obecność jest obowiązkowa, a w minionym sezonie nie zwracaliśmy na to uwagi. Liczymy, że zasilać nas będą także nasi wychowankowie, bo praca z młodzieżą w naszej Akademii i rezerwach wpisana jest w fundament, na którym stoi nasz klub. Zawodnicy w czasie zawieszenia rozgrywek pracowali indywidualnie, a od 4 maja spotykali się już w grupach zgodnie z przepisami. Trenujemy i planujemy osiem mikrocykli treningowych, żeby w lipcu być w pełnej gotowości do walki o wysokie miejsce w tabeli. Drużyna ma pokazać swoją siłę na boisku, a my robimy wszystko, żeby organizacyjnie i finansowo dać zawodnikom instrumenty, które pozwolą nam wymagać od nich jak najlepszych wyników, bo to wszystko połączone pozwala myśleć o harmonijnym rozwoju klubu, którego celem jest III liga – kończy Tadeusz Bartnik.

Źródło: slzpn.katowice.pl