Z piekła do nieba bram

Ilością emocji jakie towarzyszyły kibicom spotkania o mistrzostwo ligi okręgowej, grupy mistrzowskiej, w której występuje MKS Myszków można by obdarować kilka meczów. Prawdziwy rollercoaster zafundowali swoim sympatykom podopieczni trenera Dawida Krzętowskiego w niedzielne popołudnie na stadionie przy ul. Pułaskiego. Trzeba dodać na wstępie, że mecz z Pogonią Kamyk był chyba najsłabszym  spotkaniem jakie rozegrał w tym sezonie MKS. To jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby osoby które przybyły na stadion zapamiętały ten mecz jako mecz triumfu i ogromnej, niespodziewanej radości. Piłka nożna jak żaden inny sport potrafi pisać scenariusze godnych pióra Alfreda Hitchcocka i taki właśnie scenariusz napisało futbolowe życie na zielonej murawie w Myszkowie.

Od pierwszych minut spotkania myszkowianie próbowali dominować na boisku, jednak nie byli w stanie przechytrzyć przeciwnika w sytuacjach podbramkowych. Piłka rozgrywana przez obrońców zmieniała swoje położenie wszerz boiska ale nie wzdłuż. Kilka razy jednak udało się zagrozić bramce gości ale brak skuteczności pod bramką, będący największym mankamentem myszkowian w tym sezonie, nie pozwalała na zdobycie gola. Kamyczanie bronili się bardzo dobrze a szczególnie dobre wrażenie robiła linia obrony z dwójką stoperów na czele. Wydawało się, że będzie trochę łatwiej gdy boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Kamil Kuczera, golkiper Pogoni. Jego zmiennik Mateusz Maciński spisywał się jednak bez zarzutu, żeby nie powiedzieć, że dzięki niemu wynik po stronie strat gości nie zmieniał się. Kontuzja bramkarza gości wyglądała na bardzo poważną (uraz kolana). Życzymy zawodnikowi z Kamyka aby jak najszybciej wrócił na boisko zarówno w roli bramkarza jak i sędziego (dzień wcześniej Kamil Kuczera sędziował drugiej drużynie seniorów MKS-u mecz z Unia Masłońskie).

Do przerwy było 0:0. Stres towarzyszący drużynie gospodarzy, która każdy mecz rozgrywa o ogromną stawkę powinien już pozostać w szatni jednak i w drugiej połowie myszkowianie poruszali się niemrawo a gra niebiesko-białych dla oka była wyjątkowo męcząca. Mecz wydawał się być pod kontrolą przynajmniej w defensywie ale w takich meczach gdzie nic zespołowi nie wychodzi czasami wystarcza jedna akcja przeciwnika by było jeszcze trudniej. W 75 minucie spotkania pierwszy celny strzał gości w drugiej połowie wylądował w okienku bramki Bartłomieja Gęsikowskiego. Pięknym uderzeniem z lewej nogi popisał się Mariusz Pawelec. Myszkowianom brakowało wiary i sił. Dyspozycja fizyczna dnia była katastrofalna, co nie stało na przeszkodzie stwarzaniu kolejnych dogodnych sytuacji pod bramką Pogoni. Chwilę później poprzeczka uniemożliwiła zdobycie bramki wyrównującej. Zastrzyk pozytywnej energii zespół dostał ze strony rezerwowych. Moment po pojawieniu się na boisku Błażej Wrona po kolejnym zamieszaniu pod bramką gości uderzył nie do obrony i w 80 minucie doprowadził do wyrównania. Krystian Winnicki rozruszał grę na bokach pomocy i myszkowianie stwarzali kolejne sytuacje. Kiedy wydawało się, że mecz jednak zakończy się remisem w akcji ostatnie szansy p dośrodkowaniu z rzutu wolnego w zamieszaniu na piątym metrze, piłkę do bramki skierował inny rezerwowy, Dawid Kołodziej dla którego był to pierwszy kontakt z piłką. To co kwadrans wcześniej wydawało się nierealne stało się po następnej akcji faktem. Sędzia zakończył mecz a w Myszkowie pozostały trzy punkty – trzy niezwykle ważne punkty. Dzień wcześniej bowiem wicelider Lotnik Kościelec stracił dwa punkty w meczu w Golcach. „Amator” zachował się jak prawdziwy zawodowiec i nie pozwolił dobrze grającym gościom na wywiezienie kompletu punktów a zatem przy niedzielnym zwycięstwie myszkowian przewaga nad drugą drużyną w tabeli zwiększyła się do 9 oczek. Do „nieba” brakują więc MKS-owi jeszcze  cztery punkty dlatego zwycięstwo w meczu z Kamykiem doprowadziło zespół jedynie do nieba bram, które wciąż czekają na otwarcie. Zadanie przed MKS-em jednak wcale nie łatwe. Do rozegrania pozostały jeszcze cztery mecze jednak aż trzy z nich zespół rozegra na wyjeździe a ostatni mecz u siebie MKS zagra właśnie z Lotnikiem. Wszystko więc może się jeszcze zdarzyć.

Kolejne spotkanie już w środę i będzie to ponownie mecz z Pogonią Kamyk w Kamyku. Oba zespoły muszą więc szybko zregenerować siły i pozbierać się po meczu, który wszystkich kosztował wiele wysiłku. Zawodnicy wyglądali jak po wojnie – poobijani, kontuzjowani i …. wykartkowani. Wszystko co najlepsze trzeba pokazać w środę.

Na wyróżnienie zasługują na pewno obaj rezerwowi, którzy weszli w trudnym momencie i potrafili się znaleźć na boisku dając zespołowi więcej niż ktokolwiek się spodziewał. Cieszy fakt, że obaj są wychowankami MKS-u. Bardzo dobrze w bramce prezentował się też Bartłomiej Gęsikowski a w linii obrony Marcin Maternik kolejni nasi wychowankowie.

MKS Myszków – Pogoń Kamyk 2:1 (0:0)

Skład MKS: Gęsikowski – Nowakowski, Maternik, Zdanowski, Czerwiński – Skwarczyński, Ciekot, Korbel, Zboralski, Myga – Rosochacki

Grali też: Winnicki, Wrona, Kołodziej

Bramki MKS: Wrona, Kołodziej